Zarówno wiedza Wschodu, jak i Zachodu zawiera cenne informacje o świecie i człowieku. Dlatego warto docenić obie te wizje świata i wykorzystać je w swoim życiu.
Jednak takie podejście wymaga szerszego spojrzenia na całokształt ludzkiego życia i ludzkiej wiedzy. Takie właśnie szersze i bezstronne spojrzenie staram się prezentować w moim blogu.
Bardzo niewielu ludzi prezentuje podobne podejście do życia i świata, a także posiada wiedzę obejmującą wiele różnych dziedzin. Miałem szczęście spotkać kilku z nich — częściowo osobiście, a częściowo jedynie poprzez ich książki i wykłady. Dlatego piszę na tej stronie nie tylko o sobie, ale również o tych kilku ludziach, których uważam za moich nauczycieli i którym wiele zawdzięczam.
O mnie
Odkąd pamiętam, interesowałem się różnymi dziwnymi sprawami. To znaczy – pewnie większość ludzi uznałaby moje zainteresowania za dziwne, ja jednak uważałem je za zupełnie naturalne. Kiedy na przykład poznawałem jakąś dziedzinę wiedzy, bardzo szybko zaczynałem się zastanawiać: Na czym w ogóle ten rodzaj wiedzy polega? Skąd się wziął? Jakie są jego granice? A czego jeszcze nie wiemy? Co jest dalej i czy możemy się tego dowiedzieć?
Kto wie, może pomogło mi w tym sięgające wczesnego dzieciństwa zainteresowanie książkami science-fiction? A może jedno i drugie wynikało z jakiejś bardziej podstawowej cechy mojego umysłu?
W rzeczywistości przedmiotem mojej fascynacji nie było bynajmniej fiction, ani nawet science – czyli obecna zawartość naszej wiedzy. Interesowało mnie przede wszystkim to, co jest dalej, szerzej i głębiej.
Dużo później zrozumiałem, że wszystkie te powieści i filmy science-fiction bynajmniej nie odkrywają przed nami nowych światów. Ich treść jest zawsze ograniczona naszą wyobraźnią i w gruncie rzeczy opowiadają one o naszych zwyczajnych ludzkich sprawach – tyle, że umieszczają je w innej scenerii.
Ale za to dają co innego: perspektywę. Poszerzają pole widzenia. I dzięki temu – jeśli ktoś chce – może zacząć odkrywać nowe światy samodzielnie.
Ja też próbowałem to robić – i próbuję w dalszym ciągu. A moim głównym odkryciem było to, że najbardziej fantastyczne ludzkie pomysły i najbardziej zaawansowane koncepcje nie mogą się równać z tym, co nas otacza. Z naszym światem, który uważamy za zupełnie zwyczajny, a nieraz nawet nudny. A największym i jedynym cudem jest sam fakt istnienia tego świata – z nami samymi włącznie.
W trakcie studiów (przez kilka lat studiowałem w Krakowie na AGH, po czym przeniosłem się na UJ na Wydział Filozofii) moje zainteresowania obejmowały głównie nauki ścisłe, jednak przede wszystkim interesowały mnie zagadnienia związane z filozofią nauki, granicami poznania, a także możliwościami połączenia różnych rodzajów ludzkiej wiedzy w spójną całość.
Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z naukami Zen, zacząłem też zgłębiać tajniki medytacji. W tym okresie zapoznałem się również z Tao Te Ching – kwintesencją taoizmu, przeczytałem także Księgę Przemian – I Ching. Te lektury zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Potem zapoznałem się z naukami Dzogczen. Poznałem Tenzina Wangyala Rinpocze, który jest wybitnym nauczycielem, człowiekiem o wielkiej mądrości i dobroci, i który do dziś jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
A w 1997 roku rozpocząłem naukę Tai Chi i Qigong i był to kolejny etap mojego poznawania wschodniej wizji świata.
Moim głównym nauczycielem był Tadeusz Gacki, jeden z założycieli Polskiego Związku Kung Fu.
Tadeusz jest wybitnym nauczycielem i człowiekiem o wielkiej wiedzy. Jestem mu niezmiernie wdzięczny za opiekę, która trwała przez kilkanaście lat.
Uczyłem się też u mistrza Zhang Feng Juna, brałem również udział w kursie Healing Tao prowadzonym przez mistrza Mantaka Chia.
Od wielu lat zajmuję się badaniem powiązań pomiędzy poszczególnymi naukami Wschodu (w tym np. koncepcją energii w Chinach, Tybecie i Indiach), a także ich relacjami ze współczesną nauką. Jestem przekonany, że takie spojrzenie na różne koncepcje naukowe i filozoficzne w szerszym kontekście może się przyczynić do rozwoju naszej wiedzy o człowieku i świecie.
A dlaczego w ogóle zainteresowałem się takimi sprawami? Tu fizyka, a tu buddyzm, taoizm, medytacja? Czy nie ma w tym jakiejś sprzeczności?
W żadnym razie. Im więcej czytałem – a także praktykowałem, to znaczy sprawdzałem na sobie tyle, ile byłem w stanie – tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że:
* To nie są żadne bajki. Owszem, w historii buddyzmu było wielu kiepskich naśladowców, ograniczonych poglądów, niewłaściwych tłumaczeń. W historii taoizmu również zdarzali się fantaści, a czasem po prostu sztukmistrze robiący interes na naiwnych, ale podstawy tych koncepcji są bardzo logiczne, precyzyjnie sformułowane i pozbawione religijnego kontekstu.
* Taoizm i buddyzm to nie tylko teoria. Wręcz przeciwnie, oba te systemy wiedzy wskazują z jednej strony na użyteczność racjonalnego myślenia (bo inaczej te nauki po prostu by nie powstały), ale z drugiej na ograniczenia wszelkich prób opisu świata. Jednak najważniejsze jest tutaj doświadczenie. Mówiąc językiem współczesnej nauki — podstawowe zasady buddyzmu i taoizmu stanowią wiedzę empiryczną. A jest to wiedza o naszym codziennym życiu, o funkcjonowaniu świata i człowieka. Niezależna od kultury.
* Właśnie dlatego ta wiedza w dalszym ciągu ma dla nas wartość i może być dla nas użyteczna. A ponadto – jej porównanie ze współczesną nauką może bardzo wzbogacić nasz obraz świata. Będę próbował Cię o tym przekonać ?
W trakcie moich kursów skupiam się przede wszystkim na zdrowotnej stronie Tai Chi oraz Qigong. Uczę ćwiczeń i form pochodzących ze stylu Yang, ale zależy mi na tym, aby podstawowe zasady tej sztuki były łatwe do opanowania, a jednocześnie użyteczne również w innych dziedzinach życia. Właśnie dlatego zakres moich kursów obejmuje znacznie więcej ćwiczeń Qigong, medytacji, praktyk związanych z oddechem, uważnością, świadomością ciała i zjawisk umysłowych, niż można znaleźć w wielu szkołach Tai Chi.
Jeśli jednak ktoś z moich uczniów będzie zainteresowany bardziej tradycyjną nauką tej pięknej sztuki (w tym na przykład zastosowań bojowych, Pchających Dłoni czy też ćwiczeń z różnymi rodzajami broni), chętnie będę ich kierował do najlepszych znanych mi nauczycieli.
Należy do nich oczywiście mój nauczyciel Tadeusz Gacki, który mieszka w Tychach, ale w kilku większych miastach Polski działają też inni bardzo dobrzy instruktorzy.
Jeśli ktoś się do mnie zwróci w takiej sprawie, spróbuję doradzić wedle mojej najlepszej wiedzy.
Mój podstawowy cel to konkretna i rzetelna informacja. Nie namawiam nikogo do wybrania takiej czy innej drogi. Każda i każdy z nas ma swoją własną drogę i właśnie w tej chwili znajduje się w jakimś konkretnym jej punkcie. I w tym punkcie dla jednej osoby najbardziej pożyteczne będzie Tai Chi, a dla innej medytacja, joga lub psychoterapia. Za jakiś czas może się to zmienić.
Mam nadzieję, że moja praca i prezentowane tutaj treści przyczynią się do rozpowszechnienia wiedzy o pięknej sztuce Tai Chi i Qigong, a także pomogą pewnej ilości ludzi w zorientowaniu się w otaczającym nas chaosie informacyjnym, mnogości mniej i bardziej sensownych porad, cudownych metod uzdrawiania i rozwoju duchowego – a w konsekwencji pomogą komuś w znalezieniu własnej drogi do radości, szczęścia i dobrego życia. ?
Poniżej kilka słów o ludziach, dzięki którym zobaczyłem nowe drogi, nowe możliwości, odmienne sposoby myślenia i działania.
Przedstawiam ich w porządku chronologicznym.
Moi nauczyciele
Tadeusz Gacki
Wcześniej dużo chodziłem po górach, trochę się wspinałem. Teraz bardzo brakowało mi i ruchu, i wypoczynku – a na urlop nie było szans.
Chciałem znaleźć jakiś rodzaj fizycznej aktywności, który mógłbym pogodzić z moją pracą i trybem życia, ale nie pociągało mnie ćwiczenie wyłącznie dla zdrowia i dobrej kondycji. Chodzenie po górach było czymś znacznie więcej – kto to robi, ten wie. ?
I wtedy dowiedziałem się, że w Tychach odbywaja się zajęcia Tai Chi, a prowadzi je bardzo dobry i doświadczony nauczyciel. Tadeusz Gacki.
Zamiast samemu o Nim opowiadać przytoczę informację zamieszczoną na stronie klubu sportowego Dragon Tychy, w którym Tadeusz prowadzi swoją szkołę Tai Chi: Tai Chi Qigong
„Mistrz 7 Duan/7 Dan International Wushu Sanshou Dao Association, dyrektor polskiego oddziału IWSD. Posiada tytuł “World martial arts famous person” nadany przez World Culture Science Academy Hong Kong China.
Z okazji Olimpiady w Pekinie jego biografia ukazała się w specjalnie wydanym z tej okazji albumie “In the Spirit of the 2008 Olympics extraordinary Chinese Martial Artists of the World”.
Uczestnik pierwszego zorganizowanego w Chinach kursu instruktorskiego dla obcokrajowców w Jinanie. Organizator pierwszych zawodów i I Mistrzostw Polski Kung Fu / Wushu.
Jego wychowankowie zdobyli kilkadziesiąt tytułów mistrzów Polski, mistrzów Niemiec, USA i Mistrzostw Świata w Wushu.
Założyciel i szef Centrum Sztuki Tai Kung Tao.”
Dwa razy w tygodniu jechałem na trening po 10 godzinach ciężkiej pracy. Potem trzeba było wracać 40 kilometrów, w domu byłem o 22. I zamiast padać z wyczerpania miałem jeszcze mnóstwo energii na rozmowy z żoną, żarty, czytanie i wiele innych rzeczy. Pojawiło się też więcej cierpliwości, spokoju, chęci do działania — i pomysłów! ?
Pewnego dnia moja żona Beata powiedziała: “Czy ty wiesz, że od pięciu lat nie opuściłeś ani jednego treningu?” Beata dobrze wiedziała, że z natury nie jestem zbyt systematyczny. A z treningami jakoś nie miałem żadnego problemu. Co więcej — w tym czasie po prostu nie chorowałem.
W trakcie treningów i rozmów z Tadeuszem dowiedziałem się też bardzo wiele na temat ćwiczeń Qigong, energii Chi, medytacji. A ponieważ wcześniej interesowałem się buddyzmem, taoizmem, działaniem umysłu i podobnymi sprawami, stopniowo widziałem w tym wszystkim coraz więcej związków — a także konkretnej wiedzy.
Tadeuszowi zawdzięczam nie tylko zdobycie pewnej wiedzy na temat Tai Chi i Qigong, ale także szersze, pełne dystansu i zdrowego rozsądku spojrzenie na sprawy, które wielu ludziom wydają się tajemnicze, dla niektórych są fascynujące, a dla innych podejrzane. Mam tu na myśli przede wszystkim wiedzę związaną z energią nazywaną przez Chińczyków Chi, a także zrozumienie, w jaki sposób ciało i umysł działają razem. Zresztą sam ten podział jest po prostu koncepcją wynikającą z naszych prób zorientowania się w świecie.
W tej chwili jestem przekonany, że są to zjawiska zupełnie naturalne, możliwe do zbadania i opisania również przez naszą zachodnią naukę, a jednocześnie pozwalające na lepsze i pełniejsze zrozumienie nas samych i otaczającego nas świata.
Tenzin Wangyal Rinpocze
Są to bardzo specyficzne nauki zawierające w sobie zarówno elementy buddyjskie, jak i przedbuddyjskie. W największym skrócie można powiedzieć, że dotyczą one bezpośredniego rozpoznania natury umysłu — a do tego nie jest potrzebne zmienianie czy przekształcanie tego, kim jesteśmy.
Ta tradycja obejmuje zarówno praktyki związane z ciałem, jak i energią oraz umysłem. Wszystkie te trzy rzeczy są uważane za ważne i stanowiące jedność.
Gdyby ktoś był zainteresowany bliższym zapoznaniem się z tymi naukami, byłoby chyba najlepiej przeczytać książkę “Cuda Naturalnego Umysłu” napisaną przez Tenzina Wangyala Rinpocze. (Można się również zapoznać z materiałami zgromadzonymi na stronie organizacji Ligmincha Polska.)
Te właśnie książkę przeczytałem na początku 1997 roku i od razu wiedziałem, że to będzie coś dla mnie. Bardzo mi się spodobała precyzja i konkretność wielu sformułowań, a także brak mistycznej otoczki.
A w lecie tego samego roku nauczyciel — Tenzin Rinpocze — pojawił się po raz pierwszy w Polsce. W Porębie Wielkiej, małej miejscowości w Beskidach, odbyło się kilkudniowe odosobnienie.
Ale kilka rzeczy szczególnie mnie ujęło. Powiem tylko o jednej:
- Pewnego dnia Tenzin Rinpocze mówił o ludziach, którzy przeżywają różne problemy i szukają wsparcia w buddyzmie. Przyczyny tego są różne, ale nieraz polegają one na tym, że poszukujemy czegoś nowego, jakiejś tajemnej metody, która magicznym sposobem uwolni nas od naszych problemów bez większego wysiłku z naszej strony.
A Tenzin Rinpocze powiedział:
- Jeśli potrzebujesz wsparcia, pomocy, poszukaj najpierw wokół siebie. W swoim kręgu kulturowym, wśród ludzi, którzy Cię otaczają. To jest Twój świat, tu się wychowałeś. A dopiero jeśli nie znajdziesz, szukaj gdzie indziej.
Ilu jest na świecie nauczycieli różnych tradycji duchowych, których stać na taką otwartość?
Przez dłuższy czas nie rozumiałem pewnej rzeczy: dawniej Rinpocze przekazywał nauki Dzogczen w sposób bardzo konkretny i uporządkowany, można powiedzieć — naukowy. Potem też to robił i robi do tej pory, opowiada przede wszystkim o naturze umysłu, ale jednocześnie znacznie częściej odwołuje się do codziennego życia, zwykłych spraw, emocji, jakie wszyscy przeżywamy.
Zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi, których też to dziwiło. Chcieli słuchać o zaawansowanych praktykach i tajemnych sprawach.
Ale w ostatnich latach zrozumiałem, że to, co robi Rinpocze jest bardzo słuszne i bardzo mądre.
A poza tym — każda i każdy z nas jest w tym właśnie momencie w jakimś punkcie swojej drogi przez życie. I wszystko, co robimy, musi być dostosowane do naszego obecnego stanu i do naszej zdolności rozumienia. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie.
W buddyjskich pismach dzieli się nauki na “Mniejszy Pojazd”, “Środkowy Pojazd”, “Wielki Pojazd”… większość ludzi chciałaby praktykować od razu te “większe“rzeczy. Ale przed tymi wszystkim “pojazdami” jest jeszcze jeden, o którym część praktykujących zapomina. Pojazd człowieczeństwa.
I dopóki nie opanujemy praktyk należących do tego pojazdu — czyli po prostu naszego codziennego życia wśród ludzi, to zajmowanie się różnymi zaawansowanymi praktykami spowoduje tylko, że nabierzemy przekonania o własnej wyjątkowości i nieomylności.
A w życiu nam nie pomoże. Tym bardziej nie pomoże ludziom wokół nas.
Czasem nie są nam potrzebne zaawansowane duchowe pratyki, lecz podjęcie jakiejś nowej aktywności, zmiana otoczenia, trybu życia, lekarz, terapeuta — albo po prostu przyjaciel.
A Tenzin Rinpocze jest nie tylko wybitnym nauczycielem, ale również takim właśnie przyjacielem.
Profesor Nan Huai-Chin
Pod koniec lat 90-tych kupiłem małą książeczkę zatytułowaną “Tao i Długowieczność”. Kiedy tylko zacząłem ją czytać, od razu wiedziałem, że to będzie coś dla mnie.
Od bardzo dawna interesowałem się naukami Wschodu. Przeczytałem mnóstwo książek na temat różnych praktyk, medytacji, prany, czakr… a potem, po rozpoczęciu treningu Tai Chi czytałem o Qigong, energii Chi i różnych taoistycznych koncepcjach.
I z jednej strony byłem coraz bardziej przekonany o tym, że te wszystkie sprawy są ze sobą bardzo blisko związane, a z drugiej — ciągle mi w tym wszystkim czegoś brakowało. Dużo mistyki, jeszcze więcej ogólników, za mało konkretów. Dużo dekoracji, mało treści.
Ta mała książeczka pokazała mi dwie rzeczy:
- Po pierwsze — miałem rację, że to wszystko się ze sobą wiąże — profesor Nan pokazał to bardzo jasno. Wreszcie ktoś mi konkretnie wytłumaczył, w jaki sposób ciało i umysł działają razem i wpływają jedno na drugie.
- A po drugie — potwierdziło się moje przypuszczenie, że te wszystkie zjawiska związane z energią są zupełnie naturalne, zwyczajne, stanowią część naszego rzeczywistego świata. A jednocześnie — że ten świat jest znacznie ciekawszy, niż wszelkie ludzkie koncepcje na jego temat.
Zachwyciła mnie też jasność i dobitność wielu sformułowań, a także sposób, w jaki profesor Nan rozprawia się z powszechnymi mitami dotyczącymi pracy z energią, medytacji, rozwoju duchowego — przejawiając przy tym nieraz znaczne poczucie humoru.
A ta ostatnia rzecz — nie ukrywam — jest dla mnie bardzo ważna. Mistrz, który się nie uśmiecha, to człowiek, który ma jakiś problem. Jak mówi profesor Nan w innej książce: “Ścieżka nie jest taka, jak to”. ?
Nie wszystko zrozumiałem, ale wiedziałem, że ta książeczka będzie jeszcze dla mnie ważna.
Minęło wiele lat. Pewnego dnia rozmawiałem z moją żoną i wpadliśmy na pomysł, żeby poszukać jeszcze jakichś innych książek profesora. Zrobiłem to, znalazłem kilka pozycji w języku angielskim. I wtedy się przekonaliśmy, z kim właściwie mamy do czynienia.
Za to w całej Azji był uważany za niezwykły autorytet. Żył w latach 1918 — 2012.
Mistrz Zen, taoizmu, buddyzmu tybetańskiego. Nazywany “drugim Mandziuśrim” lub “drugim Tsongkapą” (ludzie interesujący się buddyzmem zrozumieją znaczenie tych określeń). Niektórzy nazywali go również ostatnim chińskim mistrzem Zen (po chińsku — Chan), a inni — odnowicielem Zen w Chinach.
Profesor Nan był jednocześnie człowiekiem bardzo aktywnym społecznie. Był wybitnym znawcą historii i kultury Chin, wykładowcą akademickim — jego książki na temat konfucjanizmu są podręcznikami akademickimi. Był również współwłaścicielem pierwszej spólki joint venture w Chinach (linia kolejowa w prowincji Chechiang). Z uwagi na swój niekwestionowany autorytet był w latach 80-tych mediatorem w tajnych negocjacjach pomiędzy rządem komunistycznych Chin a rządem Taiwanu.
Jego książki wydano w Azji w wielu milionach egzemplarzy. Niestety tylko kilka z nich przetłumaczono na angielski — na szczęście są to świetne tłumaczenia Jonathana Christophera Cleary, jednego z najwybitniejszych współczesnych tłumaczy literatury chińskiej i japońskiej.
Jest bardzo niewielu ludzi o tak szerokiej wiedzy i horyzontach umysłowych. A ja osobiście uważam, że tylko tacy ludzie są w stanie wznieść również naszą naukę na nowy poziom.
A czego ja się nauczyłem od profesora? Kilku ważnych rzeczy.
- Buddyzm i taoizm to różne tradycje. Ale ich najgłębsza istota jest taka sama. I dlatego te nauki przenikały się i wzajemnie wzbogacały.
Jeśli jakaś wiedza ma być prawdziwa, to możemy do niej dążyć różnymi drogami, ale na końcu docieramy do tego samego.
- Dlatego też profesor Nan zawsze podkreślał, że ludzie praktykujący buddyzm czy jakąkolwiek inną ścieżkę rozwoju duchowego powinni poważnie traktować osiągnięcia zachodniej nauki.
“Wschód ma swoich mędrców i Zachód ma swoich mędrców. Ale natura umysłu jest ta sama”.
- Dowiedziałem się również czegoś, co być może jest najważniejsze.
Nawet najdalsza droga jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Zaczyna się od zachowania i kończy na zachowaniu. Cała reszta to tylko narzędzia.
“Najpłytsze jest najgłębszym”.
Rozpoczęliśmy w połowie 2018 roku i z przerwami robiliśmy to do wiosny 2019. Kilka miesięcy później Beata odeszła. Wiem, że książki profesora były dla Niej wielką pomocą w ostatnim okresie jej życia.
Teraz kontynuuję to tłumaczenie i uważam to za rodzaj zobowiązania. Te dwie książki — “Working Toward Enlightenment” oraz “To Realize Enlightenment” — stanowią kompletny przewodnik na drodze do oświecenia. Jestem przekonany, że warto tę wiedzę udostępnić.
Profesor Nan zwraca uwagę na to, że jeśli ktoś chce postępować taką drogą, musi najpierw zapoznać się z podstawami buddyjskich nauk. Podaje listę pism, z którymi należy się zapoznać, żeby praktyka miała jakikolwiek sens.
Na Zachodzie prawie nikt takich rzeczy nie robi, ludzie uważają to za niepotrzebne, a nauczyciele na ogół ich do tego nie namawiają.
W dodatku w naszym kraju niewiele z tych pism jest dostępnych w języku polskim.
Ja staram się te źródłowe teksty studiować i będę się starał opowiadać o istotnych sprawach w blogu znajdującym się na tej stronie — w miarę mojej skromnej wiedzy i doświadczenia, z pomocą wyjaśnień profesora Nan. Być może będzie to dla kogoś pomocne.


























