Zarówno wiedza Wschodu, jak i Zachodu zaw­iera cenne infor­ma­c­je o świecie i człowieku. Dlat­ego warto docenić obie te wiz­je świa­ta i wyko­rzys­tać je w swoim życiu.

Jed­nak takie pode­jś­cie wyma­ga szer­szego spo­jrzenia na całok­sz­tałt ludzkiego życia i ludzkiej wiedzy. Takie właśnie szer­sze i bezstronne spo­jrze­nie staram się prezen­tować w moim blogu.

Bard­zo niewielu ludzi prezen­tu­je podob­ne pode­jś­cie do życia i świa­ta, a także posi­a­da wiedzę obe­j­mu­jącą wiele różnych dziedzin. Miałem szczęś­cie spotkać kilku z nich — częś­ciowo oso­biś­cie, a częś­ciowo jedynie poprzez ich książ­ki i wykłady. Dlat­ego piszę na tej stron­ie nie tylko o sobie, ale również o tych kilku ludzi­ach, których uważam za moich nauczy­cieli i którym wiele zawdzięczam.

O mnie

Odkąd pamię­tam, intere­sowałem się różny­mi dzi­wny­mi sprawa­mi. To znaczy – pewnie więk­szość ludzi uznała­by moje zain­tere­sowa­nia za dzi­wne, ja jed­nak uważałem je za zupełnie nat­u­ralne. Kiedy na przykład poz­nawałem jakąś dziedz­inę wiedzy, bard­zo szy­bko zaczy­nałem się zas­tanaw­iać: Na czym w ogóle ten rodzaj wiedzy pole­ga? Skąd się wziął? Jakie są jego granice? A czego jeszcze nie wiemy? Co jest dalej i czy może­my się tego dowiedzieć?
Kto wie, może pomogło mi w tym się­ga­jące wczes­nego dziecińst­wa zain­tere­sowanie książka­mi sci­ence-fic­tion? A może jed­no i drugie wynikało z jakiejś bardziej pod­sta­wowej cechy mojego umysłu?

W rzeczy­wis­toś­ci przed­miotem mojej fas­cy­nacji nie było byna­jm­niej fic­tion, ani nawet sci­ence – czyli obec­na zawartość naszej wiedzy. Intere­sowało mnie przede wszys­tkim to, co jest dalej, szerzej i głębiej.

Dużo później zrozu­mi­ałem, że wszys­tkie te powieś­ci i filmy sci­ence-fic­tion byna­jm­niej nie odkry­wa­ją przed nami nowych światów. Ich treść jest zawsze ogranic­zona naszą wyobraźnią i w grun­cie rzeczy opowiada­ją one o naszych zwycza­jnych ludz­kich sprawach – tyle, że umieszcza­ją je w innej scenerii.

Ale za to dają co innego: per­spek­ty­wę. Posz­erza­ją pole widzenia. I dzię­ki temu – jeśli ktoś chce – może zacząć odkry­wać nowe światy samodzielnie.

Ja też próbowałem to robić – i próbu­ję w dal­szym ciągu. A moim głównym odkryciem było to, że najbardziej fan­tasty­czne ludzkie pomysły i najbardziej zaawan­sowane kon­cepc­je nie mogą się rów­nać z tym, co nas otacza. Z naszym światem, który uważamy za zupełnie zwycza­jny, a nier­az nawet nud­ny. A najwięk­szym i jedynym cud­em jest sam fakt ist­nienia tego świa­ta – z nami samy­mi włącznie.

W trak­cie studiów (przez kil­ka lat stu­diowałem w Krakowie na AGH, po czym przeniosłem się na UJ na Wydzi­ał Filo­zofii) moje zain­tere­sowa­nia obe­j­mowały głównie nau­ki ścisłe, jed­nak przede wszys­tkim intere­sowały mnie zagad­nienia związane z filo­zofią nau­ki, grani­ca­mi poz­na­nia, a także możli­woś­ci­a­mi połączenia różnych rodza­jów ludzkiej wiedzy w spójną całość.

Wtedy po raz pier­wszy zetknąłem się z nauka­mi Zen, zacząłem też zgłębi­ać tajni­ki medy­tacji. W tym okre­sie zapoz­nałem się również z Tao Te Ching – kwin­tes­encją taoiz­mu, przeczy­tałem także Księgę Przemi­an – I Ching. Te lek­tu­ry zro­biły na mnie wielkie wraże­nie. Potem zapoz­nałem się z nauka­mi Dzogczen. Poz­nałem Ten­z­i­na Wangyala Rin­pocze, który jest wybit­nym nauczy­cielem, człowiekiem o wielkiej mądroś­ci i dobro­ci, i który do dziś jest jed­ną z najważniejszych osób  w moim życiu.

A w 1997 roku rozpocząłem naukę Tai Chi i Qigong i był to kole­jny etap mojego poz­nawa­nia wschod­niej wiz­ji świata.

Moim głównym nauczy­cielem był Tadeusz Gac­ki, jeden z założy­cieli Pol­skiego Związku Kung Fu.
Tadeusz jest wybit­nym nauczy­cielem i człowiekiem o wielkiej wiedzy. Jestem mu niezmiernie wdz­ięczny za opiekę, która trwała przez kilka­naś­cie lat.
Uczyłem się też u mis­trza Zhang Feng Juna, brałem również udzi­ał w kur­sie Heal­ing Tao prowad­zonym przez mis­trza Man­ta­ka Chia.

Od wielu lat zaj­mu­ję się badaniem pow­iązań pomiędzy poszczegól­ny­mi nauka­mi Wschodu (w tym np. kon­cepcją energii w Chi­nach, Tybe­cie i Indi­ach), a także ich relac­ja­mi ze współczes­ną nauką. Jestem przeko­nany, że takie spo­jrze­nie na różne kon­cepc­je naukowe i filo­zoficzne w szer­szym kon­tekś­cie może się przy­czynić do roz­wo­ju  naszej wiedzy o człowieku i świecie.

A dlaczego w ogóle zain­tere­sowałem się taki­mi sprawa­mi? Tu fizy­ka, a tu bud­dyzm, taoizm, medy­tac­ja? Czy nie ma w tym jakiejś sprzeczności?

W żad­nym razie. Im więcej czy­tałem – a także prak­tykowałem, to znaczy sprawdza­łem na sobie tyle, ile byłem w stanie – tym bardziej utwierdza­łem się w przeko­na­niu, że:

* To nie są żadne baj­ki. Owszem, w his­torii bud­dyz­mu było wielu kiep­s­kich naślad­ow­ców, ogranic­zonych poglądów, niewłaś­ci­wych tłu­maczeń. W his­torii taoiz­mu również zdarza­li się fan­taś­ci, a cza­sem po pros­tu sztuk­mistrze robią­cy interes na nai­wnych, ale pod­stawy tych kon­cepcji są bard­zo log­iczne, pre­cyzyjnie sfor­mułowane i pozbaw­ione religi­jnego kontekstu.

* Taoizm i bud­dyzm to nie tylko teo­ria. Wręcz prze­ci­wnie, oba te sys­te­my wiedzy wskazu­ją z jed­nej strony na użyteczność racjon­al­nego myśle­nia (bo inaczej te nau­ki po pros­tu by nie pow­stały), ale z drugiej na ograniczenia wszel­kich prób opisu świa­ta. Jed­nak najważniejsze jest tutaj doświad­cze­nie. Mówiąc językiem współczes­nej nau­ki — pod­sta­wowe zasady bud­dyz­mu i taoiz­mu stanow­ią wiedzę empiryczną. A jest to wiedza o naszym codzi­en­nym życiu, o funkcjonowa­niu świa­ta i człowieka. Nieza­leż­na od kultury.

* Właśnie dlat­ego ta wiedza w dal­szym ciągu ma dla nas wartość i może być dla nas użytecz­na. A pon­ad­to – jej porów­nanie ze współczes­ną nauką może bard­zo wzbo­gacić nasz obraz świa­ta. Będę próbował Cię o tym przekonać ?

W trak­cie moich kursów sku­pi­am się przede wszys­tkim na zdrowot­nej stron­ie Tai Chi oraz Qigong. Uczę ćwiczeń i form pochodzą­cych ze sty­lu Yang, ale zależy mi na tym, aby pod­sta­wowe zasady tej sztu­ki były łatwe do opanowa­nia, a jed­nocześnie użyteczne również w innych dziedz­i­nach życia. Właśnie dlat­ego zakres moich kursów obe­j­mu­je znacznie więcej ćwiczeń Qigong, medy­tacji, prak­tyk związanych z odd­echem, uważnoś­cią, świado­moś­cią ciała i zjawisk umysłowych, niż moż­na znaleźć w wielu szkołach Tai Chi.

Jeśli jed­nak ktoś z moich uczniów będzie zain­tere­sowany bardziej trady­cyjną nauką tej pięknej sztu­ki (w tym na przykład zas­tosowań bojowych, Pcha­ją­cych Dłoni czy też ćwiczeń z różny­mi rodza­ja­mi broni), chęt­nie będę ich kierował do najlep­szych znanych mi nauczy­cieli.
Należy do nich oczy­wiś­cie mój nauczy­ciel Tadeusz Gac­ki, który miesz­ka w Tychach, ale w kilku więk­szych mias­tach Pol­s­ki dzi­ała­ją też inni bard­zo dobrzy instruk­torzy.
Jeśli ktoś się do mnie zwró­ci w takiej spraw­ie, spróbu­ję doradz­ić wedle mojej najlep­szej wiedzy.

Mój pod­sta­wowy cel to konkret­na i rzetel­na infor­ma­c­ja. Nie namaw­iam niko­go do wybra­nia takiej czy innej dro­gi. Każ­da i każdy z nas ma swo­ją włas­ną drogę i właśnie w tej chwili zna­j­du­je się w jakimś konkret­nym jej punkcie. I w tym punkcie dla jed­nej oso­by najbardziej pożyteczne będzie Tai Chi, a dla innej medy­tac­ja, joga lub psy­choter­apia. Za jak­iś czas może się to zmienić.

Mam nadzieję, że moja pra­ca i prezen­towane tutaj treś­ci przy­czynią się do rozpowszech­nienia wiedzy o pięknej sztuce Tai Chi i Qigong, a także pomogą pewnej iloś­ci ludzi w zori­en­towa­niu się w otacza­ją­cym nas chaosie infor­ma­cyjnym, mno­goś­ci mniej i bardziej sen­sownych porad, cud­ownych metod uzdraw­ia­nia i roz­wo­ju duchowego – a w kon­sek­wencji pomogą komuś w znalezie­niu włas­nej dro­gi do radoś­ci, szczęś­cia i dobrego życia. ?

Poniżej kil­ka słów o ludzi­ach, dzię­ki którym zobaczyłem nowe dro­gi, nowe możli­woś­ci, odmi­enne sposo­by myśle­nia i dzi­ała­nia.
Przed­staw­iam ich w porząd­ku chronologicznym.

Moi nauczyciele

Tadeusz Gacki

Tai Chi Qigong

Tenzin Rinpocze

Dzgoczen

Nan Huai-Chin

Dru­gi Tsongkapa

Tadeusz Gacki

Był rok 1997. Już od 9 lat prowadz­iłem włas­ną fir­mę – pra­cow­ali u mnie głównie alpiniś­ci, wykony­wal­iśmy spec­jal­isty­czne prace na wysokoś­ci na budowach zakładów prze­mysłowych. Pra­ca była niebez­piecz­na, trud­na tech­nicznie i orga­ni­za­cyjnie – na budowie pra­cow­ało jed­nocześnie pon­ad 20 firm, a koor­dy­nac­ja prac w takich warunk­ach jest dużą sztuką. Dochody były bard­zo dobre, ale cza­su dla siebie było mało. Oprócz tego – nieustan­ny stres i odpowiedzialność.

Wcześniej dużo chodz­iłem po górach, trochę się wspinałem. Ter­az bard­zo brakowało mi i ruchu, i wypoczynku – a na urlop nie było szans.

Chci­ałem znaleźć jak­iś rodzaj fizy­cznej akty­wnoś­ci,  który mógłbym pogodz­ić z moją pracą i trybem życia, ale nie pocią­gało mnie ćwicze­nie wyłącznie dla zdrowia i dobrej kondy­cji. Chodze­nie po górach było czymś znacznie więcej – kto to robi, ten wie. ?

I wtedy dowiedzi­ałem się, że w Tychach odby­wa­ja się zaję­cia Tai Chi, a prowadzi je bard­zo dobry i doświad­c­zony nauczy­ciel. Tadeusz Gacki.

Zami­ast samemu o Nim opowiadać przy­toczę infor­ma­cję zamieszc­zoną na stron­ie klubu sportowego Drag­on Tychy, w którym Tadeusz prowadzi swo­ją szkołę Tai Chi: Tai Chi Qigong

„Mis­trz 7 Duan/7 Dan Inter­na­tion­al Wushu San­shou Dao Asso­ci­a­tion, dyrek­tor pol­skiego odd­zi­ału IWSD. Posi­a­da tytuł “World mar­tial arts famous per­son” nadany przez World Cul­ture Sci­ence Acad­e­my Hong Kong China. 

Z okazji Olimpiady w Pekinie jego biografia ukaza­ła się w spec­jal­nie wydanym z tej okazji albu­mie “In the Spir­it of the 2008 Olympics extra­or­di­nary Chi­nese Mar­tial Artists of the World”.

Uczest­nik pro­gramów radiowych i telewiz­yjnych. Autor wielu książek oraz  artykułów o Qigong. Założy­ciel i pier­wszy Prezy­dent Wschod­nioeu­rope­jskiej Kwa­tery Głównej Yang Mar­tial Arts Asso­ci­a­tion, współza­łoży­ciel i były wiceprezes Pol­sko – Chińskiego Sto­warzyszenia Wushu Nan Bei. 

Uczest­nik pier­wszego zor­ga­ni­zowanego w Chi­nach kur­su instruk­torskiego dla obcokra­jow­ców w Jinanie. Orga­ni­za­tor pier­wszych zawodów i I Mis­tr­zostw Pol­s­ki Kung Fu / Wushu.
Jego wychowankowie zdobyli kilka­dziesiąt tytułów mis­trzów Pol­s­ki, mis­trzów Niemiec, USA i Mis­tr­zostw Świa­ta w Wushu.

Założy­ciel i szef Cen­trum Sztu­ki Tai Kung Tao.”

Tak więc rozpoczęły się trenin­gi, a potem także obozy. Na początku bywało trud­no. Ale bard­zo szy­bko się zori­en­towałem, że coś się dzieje, coś się zmienia.

Dwa razy w tygod­niu jechałem na tren­ing po 10 godz­i­nach ciężkiej pra­cy. Potem trze­ba było wracać 40 kilo­metrów, w domu byłem o 22. I zami­ast padać z wycz­er­pa­nia miałem jeszcze mnóst­wo energii na roz­mowy z żoną, żar­ty, czy­tanie i wiele innych rzeczy. Pojaw­iło się też więcej cier­pli­woś­ci, spoko­ju, chę­ci do dzi­ała­nia — i pomysłów! ?

Pewnego dnia moja żona Bea­ta powiedzi­ała: “Czy ty wiesz, że od pię­ciu lat nie opuś­ciłeś ani jed­nego treningu?” Bea­ta dobrze wiedzi­ała, że z natu­ry nie jestem zbyt sys­tem­aty­czny. A z treninga­mi jakoś nie miałem żad­nego prob­le­mu. Co więcej — w tym cza­sie po pros­tu nie chorowałem.

W trak­cie tren­ingów i rozmów z Tadeuszem dowiedzi­ałem się też bard­zo wiele na tem­at ćwiczeń Qigong, energii Chi, medy­tacji.  A ponieważ wcześniej intere­sowałem się bud­dyzmem, taoizmem, dzi­ałaniem umysłu i podob­ny­mi sprawa­mi, stop­niowo widzi­ałem w tym wszys­tkim coraz więcej związków — a także konkret­nej wiedzy.

Nie miałem takich ambicji, żeby zostać wybit­nym zawod­nikiem, rywal­i­zować z inny­mi czy też brać udzi­ał w zawodach. Intere­sowało mnie przede wszys­tkim odd­zi­ały­wanie tych ćwiczeń na ciało, umysł i całe ludzkie życie, a ponieważ staram się zawsze sprawdzać zdobytą wiedzę, starałem się nie tylko ćwiczyć i czy­tać, ale także obser­wować efekty.

Tadeuszowi zawdz­ięczam nie tylko zdoby­cie pewnej wiedzy na tem­at Tai Chi i Qigong, ale także szer­sze, pełne dys­tan­su i zdrowego rozsąd­ku spo­jrze­nie na sprawy, które wielu ludziom wyda­ją się tajem­nicze, dla niek­tórych są fas­cynu­jące, a dla innych pode­jrzane. Mam tu na myśli przede wszys­tkim wiedzę związaną z energią nazy­waną przez Chińczyków Chi, a także zrozu­mie­nie, w jaki sposób ciało i umysł dzi­ała­ją razem. Zresztą sam ten podzi­ał jest po pros­tu kon­cepcją wynika­jącą z naszych prób zori­en­towa­nia się w świecie.

W tej chwili jestem przeko­nany, że są to zjawiska zupełnie nat­u­ralne, możli­we do zbada­nia i opisa­nia również przez naszą zachod­nią naukę, a jed­nocześnie pozwala­jące na lep­sze i pełniejsze zrozu­mie­nie nas samych i otacza­jącego nas świata.

Tenzin Wangyal Rinpocze

Rok 1997 był dla mnie szczegól­nym okre­sem. Nie tylko rozpocząłem naukę Tai Chi, ale również po raz pier­wszy zetknąłem się z nauka­mi Dzogczen w tybe­tańskiej trady­cji Jung­drung Bön.

Są to bard­zo specy­ficzne nau­ki zaw­ier­a­jące w sobie zarówno ele­men­ty bud­dyjskie, jak i przed­bud­dyjskie. W najwięk­szym skró­cie moż­na powiedzieć, że doty­czą one bezpośred­niego rozpoz­na­nia natu­ry umysłu — a do tego nie jest potrzeb­ne zmieni­an­ie czy przek­sz­tał­canie tego, kim jesteśmy. 

Ta trady­c­ja obe­j­mu­je zarówno prak­ty­ki związane z ciałem, jak i energią oraz umysłem. Wszys­tkie te trzy rzeczy są uważane za ważne i stanow­iące jedność. 

Gdy­by ktoś był zain­tere­sowany bliższym zapoz­naniem się z tymi nauka­mi, było­by chy­ba najlepiej przeczy­tać książkę “Cuda Nat­u­ral­nego Umysłu” napisaną przez Ten­z­i­na Wangyala Rin­pocze. (Moż­na się również zapoz­nać z mate­ri­ała­mi zgro­mad­zony­mi na stron­ie orga­ni­za­cji Lig­min­cha Polska.)

Te właśnie książkę przeczy­tałem na początku 1997 roku i od razu wiedzi­ałem, że to będzie coś dla mnie. Bard­zo mi się spodobała pre­cyz­ja i konkret­ność wielu sfor­mułowań, a także brak misty­cznej otoczki.

A w lecie tego samego roku nauczy­ciel — Ten­zin Rin­pocze — pojaw­ił się po raz pier­wszy w Polsce. W Porę­bie Wielkiej, małej miejs­cowoś­ci w Beski­dach, odbyło się kilkud­niowe odosobnienie.

Oczy­wiś­cie pojechałem tam. Ten człowiek od samego początku mi się spodobał, był konkret­ny, a przy tym pogod­ny i bezpośredni.

Ale kil­ka rzeczy szczegól­nie mnie ujęło. Powiem tylko o jednej:

- Pewnego dnia Ten­zin Rin­pocze mówił o ludzi­ach, którzy przeży­wa­ją różne prob­le­my i szuka­ją wspar­cia w bud­dyzmie. Przy­czyny tego są różne, ale nier­az pole­ga­ją one na tym, że poszuku­je­my czegoś nowego, jakiejś tajem­nej metody, która mag­icznym sposobem uwol­ni nas od naszych prob­lemów bez więk­szego wysiłku z naszej strony. 

A Ten­zin Rin­pocze powiedział:

- Jeśli potrze­bu­jesz wspar­cia, pomo­cy, poszukaj najpierw wokół siebie. W swoim kręgu kul­tur­owym, wśród ludzi, którzy Cię otacza­ją. To jest Twój świat, tu się wychowałeś. A dopiero jeśli nie zna­jdziesz, szukaj gdzie indziej.

Ilu jest na świecie nauczy­cieli różnych trady­cji duchowych, których stać na taką otwartość?

Nie od razu zacząłem odwiedzać Wilgę — miejsce, do którego co roku przy­jeżdża Ten­zin Rin­pocze i w kto­rym spo­tyka­ją się Jego uczniowie. Zro­biłem to dopiero w 2010 roku. Poz­nałem tam wielu dobrych i mądrych ludzi. Wielu z nich idzie przez życie włas­ną drogą, a nauczy­ciel bard­zo im w tym pomaga.

Przez dłuższy czas nie rozu­mi­ałem pewnej rzeczy: dawniej Rin­pocze przekazy­wał nau­ki Dzogczen w sposób bard­zo konkret­ny i uporząd­kowany, moż­na powiedzieć — naukowy. Potem też to robił i robi do tej pory, opowia­da przede wszys­tkim o naturze umysłu, ale jed­nocześnie znacznie częś­ciej odwołu­je się do codzi­en­nego życia, zwykłych spraw, emocji, jakie wszyscy przeżywamy. 

Zdarzyło mi się roz­maw­iać z ludź­mi, których też to dzi­wiło. Chcieli słuchać o zaawan­sowanych prak­tykach i tajem­nych sprawach.

Ale w ostat­nich lat­ach zrozu­mi­ałem, że to, co robi Rin­pocze jest bard­zo słuszne i bard­zo mądre.

Człowiek zaj­mu­ją­cy się czymś, co ogól­nie nazy­wamy roz­wo­jem duchowym, wykonu­je różne prak­ty­ki, medy­tu­je i po drodze przeży­wa wiele różnych stanów umysłu. Niek­tóre z nich są bard­zo niezwykłe. Moż­na powiedzieć, że coraz lep­iej poz­na­je siebie. Ale jeśli ta wiedza i doświad­cze­nie, które zdoby­wa, nie wpły­wa­ją na jego zachowanie w codzi­en­nym życiu, jeśli nie sta­je się po pros­tu lep­szym człowiekiem, jeśli przes­ta­je zauważać innych ludzi wokół siebie — to cała jego wiedza i doświad­cze­nie są po pros­tu bezużyteczne. 

A poza tym — każ­da i każdy z nas jest w tym właśnie momen­cie w jakimś punkcie swo­jej dro­gi przez życie. I wszys­tko, co robimy, musi być dos­tosowane do naszego obec­nego stanu i do naszej zdol­noś­ci rozu­mienia. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie.

W bud­dyjs­kich pis­mach dzieli się nau­ki na “Mniejszy Pojazd”, “Środ­kowy Pojazd”, “Wiel­ki Pojazd”…  więk­szość ludzi chci­ała­by prak­tykować od razu te “większe“rzeczy. Ale przed tymi wszys­tkim “pojaz­da­mi” jest jeszcze jeden, o którym część prak­tyku­ją­cych zapom­i­na. Pojazd człowieczeństwa. 

I dopó­ki nie opanu­je­my prak­tyk należą­cych do tego pojaz­du — czyli po pros­tu naszego codzi­en­nego życia wśród ludzi, to zaj­mowanie się różny­mi zaawan­sowany­mi prak­tyka­mi spowodu­je tylko, że nabierze­my przeko­na­nia o włas­nej wyjątkowoś­ci i nieomylności.

A w życiu nam nie pomoże. Tym bardziej nie pomoże ludziom wokół nas.

Cza­sem nie są nam potrzeb­ne zaawan­sowane duchowe praty­ki, lecz pod­ję­cie jakiejś nowej akty­wnoś­ci, zmi­ana otoczenia, try­bu życia, lekarz, ter­apeu­ta — albo po pros­tu przyjaciel.

A Ten­zin Rin­pocze jest nie tylko wybit­nym nauczy­cielem, ale również takim właśnie przyjacielem.

Profesor Nan Huai-Chin

Człowiek, którego nigdy oso­biś­cie nie spotkałem, ale dzię­ki które­mu chy­ba najwięcej zrozu­mi­ałem i najwięcej zmieniłem w moim pode­jś­ciu do życia.

Pod koniec lat 90-tych kupiłem małą książeczkę zaty­tułowaną “Tao i Dłu­gowieczność”. Kiedy tylko zacząłem ją czy­tać, od razu wiedzi­ałem, że to będzie coś dla mnie.

Od bard­zo daw­na intere­sowałem się nauka­mi Wschodu. Przeczy­tałem mnóst­wo książek na tem­at różnych prak­tyk, medy­tacji, prany, cza­kr… a potem, po rozpoczę­ciu treningu Tai Chi czy­tałem o Qigong, energii Chi i różnych taoisty­cznych koncepcjach. 

I z jed­nej strony byłem coraz bardziej przeko­nany o tym, że te wszys­tkie sprawy są ze sobą bard­zo blisko związane, a z drugiej — cią­gle mi w tym wszys­tkim czegoś brakowało. Dużo misty­ki, jeszcze więcej ogól­ników, za mało konkretów. Dużo deko­racji, mało treści.

Ta mała książecz­ka pokaza­ła mi dwie rzeczy:

- Po pier­wsze — miałem rację, że to wszys­tko się ze sobą wiąże — pro­fe­sor Nan pokazał to bard­zo jas­no. Wresz­cie ktoś mi konkret­nie wytłu­maczył, w jaki sposób ciało i umysł dzi­ała­ją razem i wpły­wa­ją jed­no na drugie.

- A po drugie — potwierdz­iło się moje przy­puszcze­nie, że te wszys­tkie zjawiska związane z energią są zupełnie nat­u­ralne, zwycza­jne,  stanow­ią część naszego rzeczy­wis­tego świa­ta. A jed­nocześnie — że ten świat jest znacznie ciekawszy, niż wszelkie ludzkie kon­cepc­je na jego temat.

Zach­wyciła mnie też jas­ność i dobit­ność wielu sfor­mułowań, a także sposób, w jaki pro­fe­sor Nan rozpraw­ia się z powszech­ny­mi mita­mi doty­czą­cy­mi pra­cy z energią, medy­tacji, roz­wo­ju duchowego — prze­jaw­ia­jąc przy tym nier­az znaczne poczu­cie humoru. 

A ta ostat­nia rzecz — nie ukry­wam — jest dla mnie bard­zo waż­na. Mis­trz, który się nie uśmiecha, to człowiek, który ma jak­iś prob­lem. Jak mówi pro­fe­sor Nan w innej książce: “Ścież­ka nie jest taka, jak to”. ?

Nie wszys­tko zrozu­mi­ałem, ale wiedzi­ałem, że ta książecz­ka będzie jeszcze dla mnie ważna. 

Minęło wiele lat. Pewnego dnia roz­maw­iałem z moją żoną i wpadliśmy na pomysł, żeby poszukać jeszcze jakichś innych książek pro­fe­so­ra. Zro­biłem to, znalazłem kil­ka pozy­cji w języku ang­iel­skim. I wtedy się przekon­al­iśmy, z kim właś­ci­wie mamy do czynienia.

Człowiek mało znany na Zachodzie — nie pisał i nie wykładał po angielsku. 

Za to w całej Azji był uważany za niezwykły auto­ry­tet. Żył w lat­ach 1918 — 2012.

Mis­trz Zen, taoiz­mu, bud­dyz­mu tybe­tańskiego. Nazy­wany “drugim Mandz­i­uśrim” lub “drugim Tsongkapą” (ludzie intere­su­ją­cy się bud­dyzmem zrozu­mieją znacze­nie tych określeń). Niek­tórzy nazy­wali go również ostat­nim chińskim mis­trzem Zen (po chińsku — Chan), a inni — odnowicielem Zen w Chinach.

Pro­fe­sor Nan był jed­nocześnie człowiekiem bard­zo akty­wnym społecznie. Był wybit­nym znaw­cą his­torii i kul­tu­ry Chin, wykład­ow­cą aka­demickim  — jego książ­ki na tem­at kon­fuc­janiz­mu są podręcznika­mi aka­demicki­mi. Był również współwłaś­ci­cielem pier­wszej spól­ki joint ven­ture w Chi­nach (linia kole­jowa w prow­incji Chechi­ang). Z uwa­gi na swój niek­wes­t­ionowany auto­ry­tet był w lat­ach 80-tych medi­a­torem w tajnych negoc­jac­jach pomiędzy rzą­dem komu­nisty­cznych Chin a rzą­dem Taiwanu. 

Jego książ­ki wydano w Azji w wielu mil­ionach egzem­plarzy. Nieste­ty tylko kil­ka z nich przetłu­mac­zono na ang­iel­s­ki — na szczęś­cie są to świetne tłu­maczenia Jonathana Christo­phera Cleary, jed­nego z najwybit­niejszych współczes­nych tłu­maczy lit­er­atu­ry chińskiej i japońskiej.

Jest bard­zo niewielu ludzi o tak sze­rok­iej wiedzy i hory­zon­tach umysłowych. A ja oso­biś­cie uważam, że tylko tacy ludzie są w stanie wznieść również naszą naukę na nowy poziom.

Oczy­wiś­cie pro­fe­sor Nan prak­tykował również Tai Chi! ? Robił to przez kil­ka dziesię­ci­ole­ci, na zdję­ciu obok ma pon­ad 80 lat.

A czego ja się nauczyłem od pro­fe­so­ra? Kilku ważnych rzeczy.

- Bud­dyzm i taoizm to różne trady­c­je. Ale ich najgłęb­sza isto­ta jest taka sama. I dlat­ego te nau­ki przenikały się i wza­jem­nie wzbogacały. 

Jeśli jakaś wiedza ma być prawdzi­wa, to może­my do niej dążyć różny­mi droga­mi, ale na końcu docier­amy do tego samego.

- Dlat­ego też pro­fe­sor Nan zawsze pod­kreślał, że ludzie prak­tyku­ją­cy bud­dyzm czy jakąkol­wiek inną ścieżkę roz­wo­ju duchowego powin­ni poważnie trak­tować osiąg­nię­cia zachod­niej nauki. 

“Wschód ma swoich mędr­ców i Zachód ma swoich mędr­ców. Ale natu­ra umysłu jest ta sama”.

- Dowiedzi­ałem się również czegoś, co być może jest najważniejsze.

Nawet naj­dal­sza dro­ga jest w grun­cie rzeczy bard­zo pros­ta. Zaczy­na się od zachowa­nia i kończy na zachowa­niu. Cała resz­ta to tylko narzędzia.

“Najpłyt­sze jest najgłębszym”.

Przeczy­tałem książ­ki pro­fe­so­ra i opowiedzi­ałem o nich mojej żonie Bea­cie. Wybral­iśmy dwie z nich i postanow­iliśmy je przetłumaczyć. 

Rozpoczęliśmy w połowie 2018 roku i z prz­er­wa­mi robil­iśmy to do wios­ny 2019. Kil­ka miesię­cy później Bea­ta odeszła. Wiem, że książ­ki pro­fe­so­ra były dla Niej wielką pomocą w ostat­nim okre­sie jej życia.

Ter­az kon­tynu­u­ję to tłu­macze­nie i uważam to za rodzaj zobow­iąza­nia. Te dwie książ­ki — “Work­ing Toward Enlight­en­ment” oraz “To Real­ize Enlight­en­ment” — stanow­ią kom­plet­ny prze­wod­nik na drodze do oświece­nia. Jestem przeko­nany, że warto tę wiedzę udostępnić. 

Pro­fe­sor Nan zwraca uwagę na to, że jeśli ktoś chce postępować taką drogą, musi najpierw zapoz­nać się z pod­stawa­mi bud­dyjs­kich nauk. Poda­je listę pism, z który­mi należy się zapoz­nać, żeby prak­ty­ka miała jakikol­wiek sens.

Na Zachodzie praw­ie nikt takich rzeczy nie robi, ludzie uważa­ją to za niepotrzeb­ne, a nauczy­ciele na ogół ich do tego nie namawiają.

W dodatku w naszym kra­ju niewiele z tych pism jest dostęp­nych w języku polskim.

Ja staram się te źródłowe tek­sty stu­diować i będę się starał opowiadać o istot­nych sprawach w blogu zna­j­du­ją­cym się na tej stron­ie — w miarę mojej skrom­nej wiedzy i doświad­czenia, z pomocą wyjaśnień pro­fe­so­ra Nan. Być może będzie to dla kogoś pomocne.