Twórcy i najwybit­niejsi przed­staw­iciele bud­dyz­mu i taoiz­mu stara­ją się doprowadz­ić nas do zrozu­mienia najgłębszej natu­ry rzeczywistości i naszego umysłu. Jed­ni i drudzy widzą ją w taki sam sposób, ale dro­gi, które nam wskazu­ją są różne. Nie są one zresz­tą sprzeczne, uzu­peł­ni­a­ją się – wbrew temu, co mówią o tym cza­sem ludzie mniejszego formatu.

Ta najgłębsza natu­ra jest również tym, co próbuje badać zachod­nia nau­ka. Tutaj dro­ga jest jeszcze inna, ale ponieważ chodzi o tę samą sprawę, bez wątpienia jest możliwe wza­jemne porównywanie, uzu­peł­ni­an­ie i wzbo­ga­canie. Piszę o tym w części blo­ga poświęconej nauce, a także psychologii.

Wracając do nauk Wschodu postaram się dziś opowiedzieć o jed­nej z ważnych różnic pomiędzy bud­dyzmem i taoizmem.

Wszys­tko w naszym świecie nieustan­nie się zmienia. Przy­chodzi, odchodzi i nigdy się nie zatrzy­mu­je. Gdybyśmy nawet bard­zo chcieli, nie jesteśmy w stanie zatrzy­mać myśli, rzeczy, osoby.

Buddyści mówią, że wszys­tkie zjawiska są nietr­wałe. Taoiści zgadza­ją się z tym, ale doda­ją, że każde zjawisko pojaw­ia się, prze­chodzi różne fazy roz­wo­ju, a potem zani­ka – lecz jednocześnie daje początek czemuś nowemu.

Dlat­ego kiedy buddyści mówią o nietrwałości, taoiści wolą mówić o przemianie.

Bud­da Siak­ja­mu­ni miał dobry powód, aby podkreślać nietrwałość: chci­ał pokazać ludziom drogę wyz­wole­nia się od cier­pi­enia. W Czterech Szla­chet­nych Praw­dach mówi on, że czujące isto­ty doświadczają cier­pi­enia, ponieważ wszys­tko przemi­ja – włącznie z nami, a my próbujemy znaleźć w tym nietr­wałym świecie coś trwałego, coś, na czym moglibyśmy się oprzeć. Przy­czy­ną cier­pi­enia są nasze prag­nienia, a sposobem osiągnięcia wolności od cier­pi­enia jest pozby­cie się pragnień.

W dodatku wszys­tkie zjawiska są ilu­zo­ryczne i w swo­jej isto­cie są pust­ką. Doprowadz­iło to wielu ludzi do przeko­na­nia, że nasz świat i nasze życie to coś w grun­cie rzeczy niewartego uwa­gi, a doskon­ały spokój, który według słów Bud­dy osiągamy po wyz­wole­niu się z prag­nień utożsamili z obojętnością.

Ale nie taka była intenc­ja Bud­dy Siak­ja­mu­niego. W swoich dal­szych naukach mówił on również o cud­ownej egzys­tencji, a także o współczuciu. Tak pow­stała dro­ga bodhisattwów Maha­jany. A warto zauważyć, że z obojętności współczucie się nie narodzi.

Jed­nak to przeko­nanie o niedoskonałości naszego świata podzielało i nadal podziela wielu buddystów. I nie tylko buddystów. Pro­fe­sor Nan Huai-Chin w swo­jej książce „To Real­ize Enlight­en­ment” (przeł. z chińskiego J.C. Cleary, wyd. Samuel Weis­er Inc. 1994) pisze:

„Tak więc wszys­tkie religie i filo­zofie świata popeł­ni­a­ją wiel­ką pomyłkę. Wszys­tkie one mają pesymisty­cz­ną wiz­ję ludzkiego życia. Widzą ten świat jako wadli­wy, niekom­plet­ny. Bud­dyzm również jest taki. Są tylko dwa bud­dyjskie pis­ma stanowiące wyjątek. Jed­nym z nich jest Sutra Huayan (tytuł ory­gi­nału w san­skrycie: Sutra Avatam­sa­ka – przyp. A. Troc­ki). Widzi ona ten świat jako zawsze doskonale rzeczy­wisty, doskonale dobry i doskonale piękny, bez żadnych wad, bez żadnego smutku. Drugim jest Sutra Nir­wany, która rozpoz­na­je że ten świat nie ma żadnych wad, żadnego smutku, jest pełen błogości, oso­bisty, czysty i ist­nieje wiecznie.”

No cóż… wygląda na to, że dobrze jest więcej poczy­tać o tych bud­dyjs­kich naukach. Można się wiele dowiedzieć i być może zmienić swo­je zdanie na ich temat…

Czu­ję się w obowiązku dodać – o czym pro­fe­sor Nan nie pisze – że również nau­ki Dzogczen ukazu­ją nasz świat jako piękny, doskon­ały i kom­plet­ny: „Wszys­tko jest w porządku”. I my też jesteśmy w porządku.

To oczywiście nie znaczy, ze mamy zostaw­ić wszys­tko tak, jak jest. Wszys­tko w naszym życiu możemy zmienić, mnóstwo rzeczy możemy popraw­ić. Możemy pomóc zarówno sobie, jak i innym.
Tutaj chodzi o nasz sto­sunek do życia i świata. Bo to nie sukces da nam szczęście i radość. Nasze prag­nienia rzeczywiście przynoszą nam cier­pi­e­nie, a wyz­wole­nie od nich wcale nie oznacza obojętności, bo dopiero wtedy mamy możliwość życia w pełni. I dopiero wtedy możemy poczuć radość związaną z samym fak­tem życia, bycia tu i teraz.

Dlat­ego Ten­zin Wangyal Rin­pocze ma rac­ję, kiedy pyta: „Czy wolałbyś raczej być szczęśliwy z powodu cze­goś, czy bez powodu?”

W Chi­nach ludzie podążający ścieżką roz­wo­ju duchowego wnikli­wie obser­wowali i siebie, i otaczający ich świat. Byli bard­zo prak­ty­czni. Porównywali swo­ją prak­tykę cza­sem do upraw­ia­nia ogro­du, a cza­sem do gotowa­nia ryżu.

Doce­niali świat, w którym przyszło im żyć, widzieli jego piękno i złożoność i starali się go zrozu­mieć. Jest to widoczne i w najs­tarszych zapiskach medy­cznych sprzed praw­ie pięciu tysięcy lat, i w popularności ćwiczeń fizy­cznych, które obec­nie nazy­wamy Qigong, i w Księdze Przemi­an – I Cing, a także w dziełach taoistów.

I dlat­ego na drodze Tao ciało jest czymś niezbędnym. Wehikułem, dzięki któremu możemy dosięgnąć tego, co nie­ma­te­ri­alne. Zasa­dą tego, co nazy­wamy taoisty­cz­ną alchemią jest przeko­nanie, że duch może się przek­sz­tał­cić jedynie dzięki materii. A i duch, i mate­ria mają poje­dyncze źródło. Nie są dwoma odrębnymi rzeczami.

A ponieważ taoiści widzieli ten nieustan­ny ruch Wszechświata, mówili nie tylko o materii i duchu, czy też o materii i umyśle, ale także o energii, którą nazy­wali Chi (Qi).
O energii Qi będę jeszcze mówił wiele razy, a jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na ten tem­at, obe­jrzyj krótki filmik znajdujący się na mojej stron­ie na Face­booku: Facebook

Ta ener­gia jest nie tylko źródłem ruchu, pełni również funkc­ję organizującą naszą rzeczywistość. Taoiści badali wzorce przemi­an dokonujących się w wyniku dzi­ała­nia Qi – będzie to tem­atem mojego kole­jnego wpisu. Jed­nym z takich wzorców jest Pięć Przemi­an — cykl nar­o­dzin, roz­wo­ju i zaniku, który dostrze­gali zarówno w przy­rodzie, jak i w ludzkim­ciele.
W poszczególnych fazach tego cyk­lu ener­gia prze­jaw­ia się na różne sposo­by, nadano więc im nazwy, które pozwala­ją lep­iej zrozu­mieć charak­ter każdej z tych faz: Woda, Drze­wo, Ogień, Ziemia, Metal.

W zimie nasiono pozosta­je głęboko w zie­mi i z pozoru nic się nie dzieje, ale w rzeczywistości następuje pro­ces oczyszcza­nia i gro­madzenia zasobów. To jest Woda.
Kiedy wios­ną pojaw­ia się ener­gia niezbędna do życia, następuje wzrost. Kiełkowanie, rozwój, zak­wi­tanie. To jest Drze­wo.
W lecie rozwój trwa w dal­szym ciągu, energie łączą się i dają początek nowe­mu życiu. To jest Ogień.
Wresz­cie pod koniec lata dojrze­wa owoc. To jest Ziemia, czas zbiorów.
Owoc zaw­iera nasiono, które wraz z nadejściem jesieni spo­ty­ka się z ziemią i w niej pozosta­je. To jest Met­al, zanik i kon­den­sac­ja.
Ale przemi­any trwa­ją i w odpowied­nim cza­sie pojawi się nowa roślina.

Człowiek także prze­chodzi przez ten cykl nar­o­dzin, różnych faz roz­wo­ju, a następnie śmierci, a cykl ten pow­tarza się również na mniejszą skalę w różnych naszych przedsięwzięciach i eta­pach życia.
Dlat­ego jeśli nawet pewnego dnia poczu­jesz, że wszys­tko znikło, nie martw się. Cza­sem coś musi odejść, żeby nar­o­dz­iło się coś nowego, a ziarno życia zawsze jest obecne.

I dlat­ego może dobrze zapoznać się choć trochę nie tylko z bud­dyzmem, ale i z taoizmem. Bo na bud­dyjskiej ścieżce docenisz świat i życie, ale musisz w tym celu prze­być dość dale­ką drogę, nato­mi­ast taoiści od początku pokazu­ją nam, jak się cieszyć życiem.

Ten obrazek na początku wpisu to frak­tal. Jeden z moich ulu­bionych. Kiedy go stworzyłem – a właściwie znalazłem w oceanie wzorów – nadałem mu tytuł „Od starego do nowego Wszechświata”.
A potem sko­jarzył mi się z frag­mentem poe­matu T.S. Elio­ta „Burnt Nor­ton” ze zbioru „Cztery Kwartety”:

(…)
W nieru­chomym punkcie krążącego świata. Ani cielesnym, ani bez­cielesnym. Ani od, ani ku. W nieru­chomym punkcie, tam trwa taniec.
Ani bezruch, ani ruch. Nie mówcie mi, że to stałość,
Że styg­nie i co będzie i co było. Ani ruch od cze­goś, ni ku czemuś,
Ani w górę, ani w dół. Gdy­by nie punkt, nieru­chomy punkt,
Nie było­by tańca, a jest jedynie taniec.
Mogę powiedzieć, że t a m byliśmy raz: ale nie wiem gdzie.
I nie mogę powiedzieć jak dłu­go, gdyż nikt nie umieści go w cza­sie.
(…)

To tylko słowa. Ale te słowa kieru­ją nas ku czemuś. Tak, jak palec wskazujący na Księżyc, o którym mówili mis­tr­zowie Zen.

„Wschód ma swoich mędrców i Zachód ma swoich mędrców. Ale umysł i jego praw­da są takie same”.

Jeżeli podo­ba Ci się to, co piszę i uważasz, że moja pra­ca ma sens, to może postaw­isz mi kawę? To bard­zo łatwe, bez rejes­tracji, bez zobow­iązań. Będzie mi bard­zo miło, a w dodatku pomoże mi pub­likować więcej bezpłat­nych materiałów.

Postaw mi kawę

2
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x